Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia wielkopolska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia wielkopolska. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

5 poznańskich miejscówek na lunch, brunch lub obiad "w biegu"


"Kuchnia w Polsce to tajemnicza sprawa. Każdy ma mamę albo babcię, która w domu gotuje znakomicie. Ale domową kuchnię rezerwuje się dla rodziny. Gościom w restauracjach serwuje się straszne rzeczy". Tę smutną i niestety trafną diagnozę polskich restauracji znalazłam kiedyś w książce Leszka Talki pt.: "Talki w podroży". Doświadczenie życiowe uczy, że naprawdę ciężko znaleźć nie tylko w Poznaniu, ale po prostu w naszym kraju miejsce, w którym można zjeść, nie odważę się nawet powiedzieć "jak w domu", ale zwyczajnie dobrze, nie wydając przy tym fortuny. Dlatego poniżej nie będzie o miejscach, w których można znaleźć się w kulinarnym niebie, tylko takich, w których po prostu można wpaść po pracy, zajęciach na uczelni, w trakcie zakupów czy włóczęgi bez celu po mieście i coś przekąsić za przystępną cenę. Nie będzie tu jednak o miejscach najtańszych, bo jeśli ktoś szuka takich, to polecam poznańskie bary mleczne. I tyle. Wiem, że mają one wielu zwolenników (sama do nich należałam w czasach wczesnostudenckich) i nie chcę tu nikogo obrazić, ale według mnie jeśli ktoś natomiast chce zjeść coś w miarę dobrego w nieco bardziej higienicznych warunkach i nie czuć tego każdego następnego dnia przez co najmniej tydzień, gdy ubiera kurtkę lub płaszcz, który w owym barze miał na sobie, to polecam miejsca poniższe.

1. Castorama Poznań.ul. Murawa 39.

Tak to nie pomyłka. W tym hipermarkecie budowlanym można naprawdę nieźle zjeść. Wpadam tam od czasu do czasu i muszę powiedzieć, że jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Moje żelazne pozycje w menu to pierogi z kurkami, względnie z łososiem i sosem bazyliowym, naleśniki z serkiem i malinami (po kilkanaście złotych) i pstrąg z dodatkami (koło złotych dwudziestu, kilku, jeśli dodać surówki). Są też dania typowo obiadowe z różnymi rodzajami mięs w cenie ok. 30 zł. Na deser obowiązkowo gofry z owocami (8-10 zł), herbaty, kawy, koktajle, soki wyciskane-koło 10 zł.

2.Check Point Kupiec Poznański.

Niedawno odkryte miejsce na drugim pietrze Kupca ze świetnymi naleśnikami według oryginalnej francuskiej receptury z ciasta pszennego lub gryczanego na słodko lub wytrawnie. Z serii sprawdzone i polecam: POLKA z jabłkami, daktylami, figami i rodzynkami oryginalnie w sosie cynamonowym, ale można poprosić o inny, np. waniliowy, z czego jako osoba, która nie czuje mięty do cynamonu chętnie korzystam, QRA  z kurczakiem, marchewką, brokułami, sosem brokułowo-bazyliowym, pestkami z dyni i śmietaną i GREK z naturalnym jogurtem greckim, prażonymi migdałami, pokruszonymi herbatnikami i miodem. Ceny: 9-15 zł, herbata 3 zł, kawa bodaj 5 zł.

3.Express Marche. Rotondo w Okrąglaku, punkty w CH Malta, Stary Browar, King Cross Marcelin.

Z tym punktem mam pewien problem. Zdarza się, ze mam go zwyczajnie dość i obiecuję sobie, że dziś pójdę gdzie indziej, po czym robi się późna godzina, zaczyna mi doskwierać głód i nie chce mi się myśleć nad alternatywami i w końcu, jak zwykle i tak tam ląduję. Dlaczego? Jestem wielkim zwolennikiem pomysłu serwowania jedzenia na wagę, na którym ta restauracja bazuje. Takie rozwiązanie ma te niepodważalną zaletę, że każdy może wybrać to co ma ochotę i tyle, na ile ma ochotę i bezkarnie skomponować sobie nawet najdziwniejszy zestaw żywieniowy i nikomu nic do tego. Pozwala też nabrać na talerz dania, które się widzi, w przeciwieństwie do wielu restauracji, w których jesteśmy skazani na zamówienie takich, których fantazyjne nazwy niewiele mówią. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że choć nowe miejsca z jedzeniem na wagę mnożą się jak grzyby po deszczu, trudno znaleźć takie, w którym dania są ciepłe, niewysuszone i po prostu smaczne. Stosunkowo najlepsze dania w tym systemie serwuje właśnie Marche. Stosunkowo nie oznacza, że nie zdarza się kucharzom z Marche popełnić żadnego błędu. Wpadki są, ale jest ich właśnie stosunkowo najmniej. Cena: 3,29 zł za 10 deko jedzenia.

4. Da Luigi. Ul. Woźna 1.

To bardzo dobra włoska kuchnia za stosunkowo niewysoką cenę w ścisłym centrum miasta. Od lat serwuje świetne makarony, w tym zapiekanki makaronowe i pizzę na włoskim cienkim cieście, przy której człowiek utwierdza się w przekonaniu, że to, co pod tą samą nazwą serwowane jest w Pizzy Hut jest nieporozumieniem. Od niedawna zaprasza do powiększonej piwnicy i bardzo dobrze, bo to posunięcie zmniejsza ryzyko odejścia z kwitkiem z powodu braku wcześniejszej rezerwacji stolika, szczególnie w weekend. Moje ulubione pozycje w menu to: zapiekany makaron penne z wołowiną, suszonymi śliwkami, ananasem, papryką, cebulą i sezamem, penne z czterema rodzajami sera i brokułami (20 zł) oraz pizza z mozzarellą, pomidorami i rukolą (bodaj 15 zł).

5. Pyra Bar Strzelecka 13, Szamarzewskiego 13.

Pyra, czyli ziemniak to symbol Poznania, który nazywany jest Pyrlandią. Swego czasu wykorzystał to nawet Prezydent Grobelny w słynnym spocie reklamującym Poznań na Euro 2012: https://www.youtube.com/watch?v=EkS0GKBB1cg
Uczynienie pyry motywem przewodnim całego menu mogło wydawać się ryzykowne, W wypadku Pyry Baru okazało się jednak strzałem w dziesiątkę Dwa poznańskie punkty oferują smaczne zapiekanki ziemniaczane w wersjach z różnymi rodzajami mięsa lub rybą (małe porcje koło 13 zł, duże-17 zł) , placki ziemniaczane, szare kluchy, pyry z gzikiem ("bzikiem") i babki ziemniaczane. Do tego zawsze codziennie inna zupa, coś słodkiego, koktajl lub kompot. Ceny bardzo przystępne, sprawna obsługa i krótki czas oczekiwania. Kapitalnie urządzone wnętrza z plakatami z "pyrami" i lampami z durszlaków.

piątek, 18 lipca 2014

Najlepsze restauracje w Poznaniu i najbliższej okolicy

Chwilę myślałam według jakiego klucza zaprezentować listę poznańskich (i znajdujących się w najbliższej Poznaniowi okolicy) restauracji, które z czystym sumieniem mogę polecić. Doszłam do wniosku, że najwygodniejszym rozwiązaniem będzie przedstawienie ich będzie według lokalizacji.

Idąc tym tropem postanowiłam zacząć od znajdującej się w samym sercu Poznania, czyli w jednej z kamienic na Starym Rynku Gospody Pod Koziołkami. Serwuje dania typowo poznańskie we względnie przystępnych cenach. Warto tam wpaść przede wszystkim na pierogi - ruskie, leniwe, ze szpinakiem i sosem serowym czy z mięsem. Oprócz nich Gospoda proponuje m.in. pyry z gzikiem, placki ziemniaczane ze śmietaną, gołąbki, kaczkę, steki czy zrazy. Posiada klimatyczną piwnicę.
Aktualizacja na dzień 7 sierpnia 2014 r.: po dzisiejszej wizycie czujemy zawód. Piwnica jest obecnie zamknięta, pierogi z jagodami zdecydowanie rozczarowują małą ilością nadzienia, wskutek czego smak jagód jest słabo wyczuwalny a schabowy jest zbyt cienki. Niemniej nie skreślamy tego lokalu i czekamy na poprawę!


Na pierogi nieco dalej od centrum warto także wpaść do zlokalizowanej w CH Malta Altany Pałacu Wąsowo. Tam w niewielkim, romantycznym wnętrzu, wśród kwiatów na ścianach i pniów brzóz można m.in. spróbować pierogów z pieczoną gęsią i warzywami, z kurczakiem, warzywami i mozzarellą na śmietanie czy z mięsem z kurkami i cebulką. Wszystkie przetestowałam i wszystkie polecam. Warto zamówić do nich czerwone wino.W ramach jednego posiłku można zmieszać różne rodzaje pierogów. Są też dania mięsne, makarony i sałaty. Menu jest sezonowo modyfikowane.


Tych, którzy nie samymi pierogami żyją i chcą zjeść coś innego i w pobliżu Rynku zapraszam do Pracowni Cafe Restaurant przy ul. Woźnej 17. Zgodnie z opisem na własnej stronie internetowej oferuje wegetariańską kuchnię fusion z drobiowymi i rybnymi wyjątkami. Tych wyjątków jest całkiem sporo, także i miłośnicy mięsa powinni być zadowoleni. W menu jest dużo sałatek, makaronów (polecam zwłaszcza spaghetti z sosem śmietanowym z kurkami, pietruszką i parmezanem), gnocchi, czy kasze (w tym nieczęsto spotykana w restauracjach kasza jaglana). To wszystko można zjeść w dosyć ciekawym nowoczesnym prostym wnętrzu, w którym pozostawiono częściowo na ścianach starą cegłę. Warto zwrócić uwagę na ciekawe klosze.

Bistro Elite


Dla odmiany miłośnicy tradycyjnej polskiej kuchni i stołów tradycyjnie nakrytych obrusem dobrze poczują się w Bistro Elite, które znajduje się przy ul. Strzeleckiej niemal na przeciwko Kupca Poznańskiego. Restauracja choć z zewnątrz jest niepozorna, w środku urządzona jest naprawdę przyjemnie, w klimacie zimowego ogrodu. Menu jest dość obszerne i są w nim dania z wieprzowiny, wołowiny, drobiu i ryb, a także takie dla wegetarian. Jest kaczka podawana na dwa sposoby - oprócz tradycyjnej z jabłkami, także i taka z dodatkiem borowików, są zrazy wołowe z boczkiem wędzonym, ogórkiem, cebulką i chlebem razowym i steki: w sosie pieprzowym i z borowikami. Zadowoleni będą także ci, którzy są na diecie - restauracja oferuje np. gotowane pulpeciki z cielęciny a na życzenie wybrana przez klienta ryba może zostać ugotowana na parze. Aktualizacja - kwiecień 2015 r. na chwilę obecną restauracja jest zamknięta, trudno mi powiedzieć czy powodem jest remont czy coś innego.


Miejscem bardziej wykwintnym i jednocześnie z tradycjami jest restauracja mieszcząca się w Hotelu Bazar przy ul. Paderewskiego. Piękne, klasyczne i nie narzucające się wnętrze i bardzo dobra kuchnia to jej największe atuty. Spróbowałam i szczególnie polecam pieczoną kaczkę z modrą kapustą duszoną w czerwonym winie, sosem maderowym i pyzami, nadto warto skorzystać z codziennie innej oferty lunchowej (dwa dania za 24 zł).  


Kawałek Czech w Poznaniu to Ceska Hospoda na samym końcu odchodzącej od Rynku ul. Żydowskiej. Znajdziemy tam rewelacyjne i flagowe dania kuchni czeskiej, które trzeba popić oczywiście legendarnym czeskim piwem lub - dla odmiany - bardzo dobrym winem morawskim. Dla miłośników czeskich knedlików czy smażonego sera to pozycja obowiązkowa. Oczywiście jest to miejsce dla tych, którzy kalorii nie liczą.


Z kolei w prawdziwie greckie klimaty wprowadzi nas Tawerna Mykonos na Placu Wolności. W menu sporo jagnięciny, fety, sera haloumi, bakłażanów, suszonych pomidorów, polędwiczek i tzazików. Wśród deserów m.in. baklava i jeden z najlepszych kremów brulee, jaki jadłam (mimo to, że nie jest to deser jakoś szczególnie kojarzący się z Grecją). W tle grecka muzyka i prawdziwie grecki wystrój. Po wyjściu można poczuć się jak po powrocie z krótkich, ale bardzo relaksujących greckich wakacji.


Sąsiaduje z nią chyba najlepsza włoska restauracja w Poznaniu, czyli Massimiliano Ferre. Zjemy tam bardzo dobrą pizzę na włoskim cienkim cieście, a także makarony, risotta i dania mięsne. To wszystko w połączeniu z wystrojem pozwala poczuć prawdziwie włoski klimat.


Niedaleko, bo po drugiej stronie ulicy podniebienia najwybredniejszych smakoszy zaspokoi Toga. Nazwa nawiązuje do wczesniejszej siedziby i znajdujących się w jej bliskim sąsiedztwie sądów i kancelarii. Menu jest tutaj zmienne, dostosowane do pory roku i, jak zapewnia Restauracja na swojej stronie, tego, co można znaleźć na pobliskim Rynku Wielkopolskim. Niezależnie od aury, na ogół można jednak w nim spotkać owoce morza. Oprócz tego są sałaty, naleśniki i dania kuchni staropolskiej a jesienią świetna gęsina. Jedzenie jest znakomite i warte dość wysokich cen.


Podążającym szlakiem Borejków i zakochanym w Jeżycach z innych powodów polecam niedawno przeze mnie odkrytą Kuchnię Yeżyce. Z Togą łączy ją zmienne menu, które codziennie publikowane jest na profilu lokalu na facebooku. Danie są zatem świeże i z sezonowymi dodatkami. Ja miałam przyjemność zjeść wątróbkę z fasolką szparagową, młodymi ziemniakami i rewelacyjnym sosem czereśniowym. Prosty wystrój, tablica z menu nawiązująca stylistyką do barów mlecznych, na środku sali duża drewniana ława i nadto kilka mniejszych stolików i dyskretne kompozycje kwiatowe, jak się domyślam i pobliskiej kwiaciarni Kwiaty i miut. Dania zamawia się przy barze, ale podawane są do stolika. Bardzo sympatyczne miejsce, choć raczej bardziej na niezobowiązujący lunch niż romantyczną kolację.

Jak już jesteśmy na Jeżycach, to na pewno warto zahaczyć o znajdującą się blisko Rynku Jeżyckiego restaurację o nazwie tożsamej z adresem: Dąbrowskiego 42, gdzie skosztujemy bardzo dobrej polsko-włoskiej kuchni. Restauracja serwuje zupy, sałaty, makarony, pierogi, ryby i mięsa. Polecam pierś kurczaka nadziewana mozzarellą z sosem kurkowym i opiekanymi ziemniakami z rozmarynem i zieloną fasolką, filet z sandacza z delikatnym sosem borowikowym, opiekanymi ziemniakami i zieloną fasolką szparagową i papardelle z ricottą, zielonymi szparagami i płatkami migdałów z sosem śmietanowym. Bardo ładne, przytulne wnętrze w charakterystycznym szachulcowym budynku.

Z kolei zakochani w śródeckich klimatach nie rozczarują się Hyćką. W restauracji serwowane są dania kuchni wielkopolskiej  w bardzo przystępnych cenach. W lokalu można zjeść takie dania jak czerninę, kaczkę z pyzami i modrą kapustą, szare kluchy z kapustą zasmażaną czy pyry z gzikiem. Do obiadu polecam świetny kompot z rabarbaru lub oranżadę z hyćki, czyli czarnego bzu właśnie. Ciekawe wnętrze po starej piekarni.


I wreszcie cztery miejsca, które pomimo ich oddalenia od centrum Poznania na pewno warto odwiedzić. W pierwszej kolejności jest to położona przy ul. Czarna Rola 1/3, jakieś 10 minut samochodem lub autobusem od poznańskiego Rynku Restauracja Fryga. Znowu jej dużym atutem jest sezonowe menu i spokojne wnętrze zdobione dyskretnymi ozdobami z papieru i kwiatami. Jadłam tam m.in. pyszną gotowaną cielęcinę z kurkami, młodymi ziemniakami i sałatą ze śmietaną oraz pierś z kurczaka w sosie śmietanowym także z kurkami. Gorąco polecam!


Tylko nieco dalej, w poznańskich Naramowicach, przy ul. Dworskiej 1 warto odwiedzić restaurację Fortezza położoną przy Hotelu Forza. Elementem jej niepowtarzalnego wnętrza jest dziewiętnastowieczny schron, będący częścią Twierdzy Poznań.Restauracja oferuje kuchnię włoską z domieszką polskiej, a nawet wielkopolskiej (kaczka na dwa sposoby). Po dzisiejszej wizycie na pewno wiemy, że warto skusić się na pizzę, która przygotowywana jest w specjalnym sprowadzonym z Włoch i wykonanym z lawy z Wezuwiusza piecu i nietypową pyszną szarlotkę z karmelizowanymi jabłkami. W restauracji jest świetnie zorganizowane wydzielone miejsce dla dzieci z bardzo dużym akwarium.

Kolejnym znaczącym miejscem na kulinarnej mapie Poznania ulokowanym poza centrum miasta jest Hacjenda przy ul. Morasko 38. Jak to trafnie ujął ktoś na portalu Gastronauci: jeżeli przy tak niefortunnej lokalizacji lokal istnieje już ponad 30 lat i ma tych samych właścicieli, to muszą się oni znać na prowadzeniu restauracji... W mojej ocenie niewątpliwie się znają. To jeden z lokali tradycyjnych pod każdym względem. Tradycyjna i na wysokim poziomie jest zarówno obsługa (nie będą zawiedzeni ci, którzy mają dość kelnerów z hipsterską brodą lub kelnerek z wiecznym fochem na twarzy), jak i dania kuchni polskiej i wielkopolskiej (specjalnością lokalu jest kaczka), które bronią się same. We wnętrzu wreszcie z ulgą odetchną ci, których męczą beton i inne industrialne klimaty i tęsknią za zwykłym stołem nakrytym wykrochmalonym obrusem, nad którym nie wisi "dizajnerska" lampa. Na pewno warto tam zboczyć z utartych szlaków w centrum.

Z Hacjendy stosunkowo niedaleko z kolei do Pałacu w Biedrusku, w którego zabytkowych wnętrzach z drugiej połowy XIX w. mieści się znakomita restauracja. W lokalu oferowane są przede wszystkim dania kuchni polskiej, jest oczywiście kaczka z pyzami i modrą kapustą, są też z innych mięs a także z ryb. Ceny zaskakują na plus a po obiedzie można pospacerować po otaczającym pałac parku i obejrzeć m.in. pozostałości dawnego kasyna wojskowego.

Na koniec wspomnieć należy, że w Suchym Lesie też jest całkiem przyzwoita restauracja. Mieści się ona w Galerii Sucholeskiej na pierwszym piętrze i nazywa Appetit. W menu sałatki, makarony i dania z różnorakich mięs i ryb a także warte uwagi specjalne lżejsze i zdrowsze od reszty propozycje Fabryki Formy a do tego m.in. pyszne robione na miejscu soki z marchewki i marchewki z jabłkiem.

PS Jeśli macie swoje uwagi czy propozycje miejsc wartych odwiedzenia - zapraszam do komentowania!

środa, 22 stycznia 2014

O smacznej a taniej kuchni wielkopolskiej sprzed ponad 100 lat.




Stare książki kucharskie mają to do siebie, że potrafią doskonale oddać ducha swoich czasów a czytane po latach cieszą subtelnym, bo przez autorów na ogół niezamierzonym, humorem. Nie mogłam przejść zatem obojętnie obok tej, w której wstępie napisano: "jedną z najważniejszych czynności gospodarstwa kobiecego jest bez wątpienia gotowanie. Ale nie tak łatwo zadanie to spełnić, jakby się zdawało, i gospodyni nieobeznana z sztuką kucharską, chociażby nie żałowała pracy i kosztów, sama nie będzie mogła go spełnić jak należy". W ten oto sposób Marya Śleżańska  przedstawiła motywy, które kierowały nią przy tworzeniu jej dzieła pt: "Kucharz wielkopolski: praktyczne przepisy gotowania smacznych a tanich potraw, smażenia konfitur, pieczenia ciast, przyrządzania lodów, kremów, galaret, deserów, konserwów i wędlin oraz różne sekreta domowe" wydanego w 1892 r. w Poznaniu.

Książka, której autorka za cel postawiła sobie nauczyć czytelniczki jak mają postępować, "aby przy oszczędności podawane na stół potrawy były smaczne i pożywne" została przez nią napisana w czasach i warunkach,w których do obsłużenia każdych 10 gości potrzebny był oddzielny służący a w menu na obiad "skromniejszy" przewidywano takie rarytasy jak "zupa a la Julienne, sendacz, sos rakowy, polędwica z szampionami, pasztet z zająca, kalafiory, wędlina hamburska, kiszka truflowa, cąber sarni, konserwy, sałaty, lody, deser, kawa". Tytułem zaspokojenia ciekawości, propozycja menu na obiad "wystawny" obejmowała:  "ostrygi, zupa a la Reine, łosoś, sos holenderski, sandacz w maśle, polędwica z truflami, rostbef angielski, pasztet z baraniny, pasztet z zająca, szparagi, kalafiory, cąber z sarny, bażanty, galarety, owoce, lody, cukry, kawa i likwory francuskie"...uff, chyba wszystko wymieniłam:-) A to wszystko przy założeniu, że oszczędność winna mieć w gotowaniu i żywieniu priorytet. Jak widać utożsamianie legendarnej wielkopolskiej gospodarności ze skąpstwem nie do końca jest słuszne.

Na ponad 350 stronach Marya Śleżańska podała przepisy na ponad 60 zup, 150 dań z mięsiwa i ryb, a nadto jeszcze niezliczone jarzyny, garnitury do jarzyn, sosy, przekąski, paszteciki, dodatki do zup, leguminy, budynie, sosy do legumin i budyniów, kremy, galarety, "komputy" i sałaty i wiele, wiele innych. Na koniec nie zapomniała o solidnej porcyi złotych rad dla każdej gospodyni typu: przechowanie chrzanu latem i dla odmiany: jaj zimą (co do zimy nie omieszkała poinformować jak przez tę porę roku przechować też: kalafiory, winogrona, świeże śliwki, zieloną pietruszkę i masło - przy czym w książce podano nawet przepis na masło "które się kilka lat przechowa"), jak rozpoznać fałszywy krochmal, jak karmić raki, zamrożone szyby odmrozić (to w sumie na czasie), prać białą bieliznę w sposób łatwy i jej nie szkodzący czy sprawić, by kury przez cały rok niosły (tylko po co wówczas sposób na przechowywanie jaj zimą?). Nie będzie zatem nadużyciem stwierdzenie, że książka stanowiła solidne kompendium wiedzy niezbędnej dla każdej gospodyni.

Wybrałam z niego przepisy na trzy najbardziej charakterystyczne potrawy wielkopolskie. 

Pierwszą z nich jest czarnina, zwana obecne częściej czerniną. Jest to danie z gatunku kontrowersyjnych z powodu głównego jej składnika, którym jest krew, jak podaje autorka książki niekoniecznie z kaczki, ale i gęsi, prosiąt a nawet z "przodka od zająca". Po szczegółowym opisie, jak tę krew zdobyć (z uwagi na wrażliwszych czytelników oszczędzę szczegółów) autorka przepisu wskazuje, że następnie kaczkę lub gęś  po jej oskubaniu i wypatroszeniu należy "zastawić w garnek jak rosół", który gotuje się "jak zwykle". Skoro mięso jest miękkie, należy je wydobyć a rosół zaprawić krwią rozrobioną z mąką. Następnie można dodać trochę octu, cukru, utłuczonych goździków, angielskiego pieprzu, po czym zupę należy zagotować, wlać  do niej soku wiśniowego, wrzucić osobno ugotowane suszone gruszki i śliwki (latem świeże), przygotować kluseczki i voilà - gotowe.

Kolejna to zupa z korbala. Korbal, dziś częściej nazywany korbolem, to po wielkopolsku dynia, która w tym rejonie cieszy się niezwykłą popularnością. Jak informuje autorka "najlepszy korbal jest melonowy". Żeby ugotować z niego zupę trzeba go obrać, pokrajać w kostki, wypełnić nim garnek, wrzucić kawałek cynamonu, rozgotować to w małej ilości wody, utrzeć, przecisnąć przez durszlak, zaprawić mlekiem, osolić, osłodzić, dodać utłuczone w moździerzu migdały i zagotować. Podajemy z ryżem.

I wreszcie moje ulubione wielkopolskie danie czyli kaczka pieczona. Przepis brzmi: "kaczkę jeżeli nietłusta można trochę obłożyć świeżą słoniną lub podłożyć masła, piecze się ją tak samo jak gęś." A jak zatem należy piec gęś? Najpierw powinniśmy postarać się o taką młodą (ale uwaga: nie zbyt młodą, o czym niżej) i podkarmioną jednostkę. Po jej oczyszczeniu i natarciu solą należy ją wypełnić winnymi jabłkami i piec na brytfannie nawrzuciwszy na nią krajanej cebuli. Początkowo polewa się ją wodą, potem własnym sosem. "Na wydaniu" (niemal jak pannę) obkładamy ją jabłkami wydobytymi z wnętrza i podajemy z sosem zaprawionym mąką w sosyerce. I na koniec rada autorki i wyjaśnienie dlaczego kaczka nie powinna być zbyt młoda: "zbyt młode kaczki nie zdadzą się nam na pieczyste, bo trudne do oczyszczenia".

Z tą, jakże cenną, uwagą życzę smacznego tym, którzy skuszą się na kulinarne eksperymenty według przepisów z końca XIX w.