piątek, 22 marca 2019

Najmodniejsze miejsca w Poznaniu wg Vogue

  1. Wypiekarnia, ul. Kościelna 17/U4
  2. Kwiaciarnia KWIATY & MIUT, ul. Szamarzewskiego 11/1
  3. Concept 21 Store, ul. Podgórna 10/1
  4. MIEL, ul. Św. Marcin 14
  5. Butik ROSA, ul. Paderewskiego 8
  6. REGENERACJA miejskie spa, ul. Dolna Wilda 87 (SPOT.)
  7. BRODZIAK Gallery, ul. Dolna Wilda 87
  8. Wino na Kieliszki, ul. Młyńska 12
  9. Miler Spirits & Style, ul. Podgórna 4
  10. Bookarest, ul. Półwiejska 42 (Stary Browar)
  11. MUS Bar & View, ul. Roosevelta 22

Ciekawa lista tytułem inspiracji. Spośród tych miejsc byłam jedynie (za to wielokrotnie) w Bookareszcie (księgarnia) więc jeszcze kilka miejsce do zwiedzenia przede mną. KWIATY & MIUT śledzę od wielu lat na Fb i od niedawna na Instagramie i serdecznie polecam obserwację tego profilu, ponieważ to co właściciele tej kwiaciarni robią z kwiatami to prawdziwa sztuka. Concept 21 Store i  Miler Spirits & Style to butiki z modą - pierwszy z damską, drugi z męską więc pewno odwiedzę tylko ten pierwszy.  Jednak trzeba podkreślić, że ta druga propozycja  powinna zabrzmieć interesująco dla Panów. Mieści się na dwóch piętrach: na parterze sklep z alkoholami mocnymi oraz winami, w którym dostępne są m. in. marki należące do niezależnych dystrybutorów whisky i na pierwszym piętrze sklep z męskimi ubraniami z wyższej półki. ROSA to biżuteria- piękna, wielokrotnie oglądałam ją na zdjęciach, ale niestety jest dość droga. Żeby obejrzeć (i kupić) prace Szymona Brodziaka - BRODZIAK Gallery można również odwiedzić Stary Browar - byłam, widziałam, polecam. Mnie szczególnie z tej listy interesuje ostatnia pozycja. MUS Bar & View jest ulokowany na 15 piętrze biurowca Bałtyk Tower w centrum Poznania, to pierwszy sky bar w mieście z panoramicznym widokiem 360 stopni. Na pewno do zobaczenia wkrótce. Podobnie jak dwie słodkie miejscówki: Wypiekarnia i MIEL. Ciekawe, gdzie da się wjechać z wózkiem?;-) Relacja wkrótce.

środa, 27 lutego 2019

Najlepsze desery w Poznaniu - aktualizacja.

Pięć lat temu opublikowałam tu listę najsympatyczniejszych "słodkich" miejscówek w Poznaniu. Nadszedł najwyższy czas na pewną aktualizację. 

Na początek nowości:
Tarta malinowo-czekoladowa z Różove

"Pączuś i Kawusia", "Różove", "Inna Piekarnia". To trzy odkrycia od czasu poprzedniego wpisu. Pierwsze mieści się na Łazarzu i po modzie na lody naturalne zapoczątkowało w Poznaniu modę na "pączki naturalne". Codziennie inne, codziennie rewelacyjne. Nie znać to grzech. Polecam!!! Drugie - okolice Starego Rynku. Dla zakochanych w różu. Bardzo dobre wypiekane na miejscu ciasta. bardzo sympatyczne miejsce na kawę, herbatę, koktajl i coś słodkiego. Trzecie - narożnik ul. Św. Marcin i Ratajczaka. Klimat paryski, słodkości boskie, a do domu można wrócić ze smacznym pieczywem.
Pączek z różą z Pączuś i kawusia
Inna piekarnia 

"Kandulski" - nadal aktualne. Pewnik jeśli chodzi o dobry tort na wynos na rodzinną imprezę (nadal polecam: gruszk5ową Niceę, Markiz z malinami, klasyczny owocowy na biszkopcie i bitej śmietanie, serniki: tradycyjny New York i torty sernikowe: jeden polany pysznymi wiśniami w konfiturze i drugi zanurzony w polewie kajmakowej z orzechami) i niezobowiązującą kawkę na mieście z koleżanką. Drobnych punktów, w których można dokonać zakupu słodkości na wynos jest cała masa, natomiast do posiedzenia polecam kawiarnię w Starym Browarze i trochę małą, ale przytulną - na placu Cyryla Ratajskiego.

"Zagrodnicza" - jak wyżej. Po pięciu latach nadal konsekwentnie kupujemy tam pieczywo a ich keks nieraz uprzyjemnił mi żywot Wszystko można kupić na wynos w wielu małych punktach rozsianych po całym mieście lub skosztować w fantastycznie urządzonych wnętrzach Zagrodnicza Cafe choćby w pobliżu Starego Browaru na ul. Królowej Jadwigi 60 czy Głogowskiej 80. Przemiła obsługa!

"Francuski Łącznik". Nie zmieniło się to, że to tu kupicie wciąż pyszne tarty w wielu odmianach na słodko i słono, zimno i ciepło, na cieście francuskim i kruchym, zawsze świeże i z aromatycznym nadzieniem z najlepszych składników. Do moich ulubionych należą: ta z malinami i borówkami na kremie patissiere, cytrynowa z bezą i ta z wiśniami zatopionymi w musie czekoladowym a ze słonych: z serem roquefort, brokułami, orzechami i jabłkami. Zmiana dotyczy miejscówek. Niestety już nie ma lokalu obok Starego Rynku przy Dominikańskiej 7 ani na Słowackiego, został natomiast ten w pięknym otoczeniu Parku Sołackiego (Plac Spiski 1 - pewnym minusem jest brak toalety z prawdziwego zdarzenia - jest tylko toi toi). 

"Ptasie Radio" przy ul. Kościuszki 74 - nadal z czystym sumieniem polecam za piękne klimatyczne wnętrze i  ciasto "wszystko mające" z czekoladą, karmelem i konfiturą, w którym wszystkie te składniki zachowują właściwe proporcje.

Bliżej Starego Rynku: "Weranda Cafe" przy ul. Świętosławskiej 10 i "Cocorico Café & Restaurant" przy ul. Świętosławskiej 9. Nadal rewelacyjne ciasta i desery, przyjemny wystrój i atmosfera a w Cocorico latem jeden z ładniejszych w Poznaniu ogródków. 

Dla tych, którzy lubią miejsca z tradycją i z nutką nostalgii wspominają PRL polecam wizytę w samoobsługowym Barze Kawowym "Kociak" przy ul. Św. Marcin 28, gdzie ciekawie zaaranżowanym wnętrzu można napić się naprawdę dobrego koktajlu czy zjeść jeden z serwowanych deserów (zwłaszcza polecam jeżynowy). Drugim miejscem z tradycjami jest cukiernia w Hotelu Mercure obecnie pod nazwą Passionata (kiedyś swojsko brzmiący Merkury). Niegdyś jeden z nielicznych lokali w Poznaniu najwyższej kategorii "S" pomimo upływu lat nie obniżył lotów i nadal w podkoziołki, tłuste czwartki, czy na św. Marcina można spotkać tam prawdziwe kolejki poznaniaków stęsknionych za najlepszymi prawdziwymi pączkami z powidłami czy rogalami.Polecam zwłaszcza rewelacyjne tartoletki, trójkąty grylażowe, małe torciki Sachera z bardzo dobrą kwaskowatą marmoladą morelową, a także serwowane od niedawna wypiekane na miejscu pieczywo, zwłaszcza zdecydowanie najlepsze, rozpływające się w ustach rogaliki maślane. Warte uwagi są też zwykłe drożdżówki - są małe (wolę takie niż przytłaczającą wielką bułę, ale zdaję sobie sprawę, że to kwestia gustu i wiele osób uzna tę cechę za wadę) i mają tyle nadzienia ile potrzeba, a do wyboru są z budyniem, serem i owocami sezonowymi. 

"Świetlica" w CK ZAMEK w już nie tak nowym holu z ciekawym przeszklonym dachem Centrum Kultury Zamek w Poznaniu (ul. Święty Marcin 80/82) nadal super. Miejsce, gdzie jadłam najlepsze maliny pod kruszonką ever:-)
Maliny pod kruszonką w Świetlicy

"U Przyjaciół" przy ul. Mielżyńskiego (po drodze do Okrąglaka i  po sąsiedzku z bardzo dobrze zaopatrzoną księgarnią i Biblioteką Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk) - konsekwentnie niebanalnie i klimatycznie. Jej założyciele mają wyjątkowe spojrzenie na kawę (ci, którzy odwiedzili to miejsce, wiedzą zapewne o co chodzi, ci, którzy jeszcze tego nie uczynili powinni jak najprędzej nadrobić zaległości) i nie tylko. Serwują tam wspomniane kawy (w tym tzw. z oprocentowaniem, czyli dodatkiem alkoholu), herbaty (m.in.Przysmak Alojzego, Herbatę Hrabiego Orunlocka, czyli "niezmiennie zmienną herbatę czarną z dodatkiem ulubionych owoców Hrabiego Orunlocka), czekolady (w tym z suszonymi śliwkami czy brzoskwiniami), grzańce, piwa i "piwne inspiracje" takie jak apokryf z imbiru czy palimpsest z Ymakrape, ciasta i desery (Romantyczny, Barokowy, Absurdystowski i inne). Latem kawiarnia zaprasza do ogródka w cieniu pomnika Adama Mickiewicza na jednym z najpiękniejszych poznańskich dziedzińców.

sobota, 30 kwietnia 2016

Po sąsiedzku (serce narodu koło przystanku).

"Serce narodu koło przystanku" to tytuł zbioru reportaży Włodzimierza Nowaka reklamowany jako opowieść o Polsce B, tej zapomnianej, wypchniętej poza nawias rozwijającego się kapitalizmu. Dlaczego o niej piszę? Od jakiegoś czasu tytułowy reportaż automatycznie przychodzi mi na myśl jak tylko pojawiam się na swoim przystanku. Jego bohaterem był Pan Stanisław Czyżewski z Kowalowa, społecznik, który "wszystko upamiętniał". Taczka wkopana w ziemię na cześć akcji sprzątania świata, deska z napisem "USA-Kowalów" ku pamięci odwiedzin siostry z Ameryki, kamienie z napisami upamiętniającymi przykładowo: Katyń - 55 rocznicę, czy spotkanie prezydenta Kwaśniewskiego z prymasem Glempem, pod lipą stół z dwoma krzesłami a na stole kolejne malowane kamienie. Autor tych dzieł tłumaczył, że jak słyszał z żoną w telewizji o jakimś ważnym wydarzeniu lub odsłanianym pomniku to niezwłocznie projektował "rabatę" (tak nazywał swoje pomniczki) na tę cześć i stawiał, bo przecież nie wszyscy mogą jechać do Warszawy oglądać. "Stolica ma taki pomnik, to niech też ma nasz Kowalów". Albo, jak wskazał, przykładowo kopiec Kościuszki w Krakowie - "i ja tutaj też zrobiłem taki mały kopczyk". Koło przystanku Pan Czyżewski zrobił natomiast "Serce narodu"- wielki korzeń w kształcie serca i kamień największy w Kowalowie. Wszystko w barwach narodowych z orłem i kotwicą. Pan Czyżewski, jak obliczył, w chwili wywiadu, poświęcił 8.300 darmowych godzin na upiększenie w ten sposób Kowalowa.

Nie wiem, czy mieszkający w pobliżu przystanku na moim osiedlu sąsiad czytał ten reportaż, przejeżdżał przez Kowalów lub w inny sposób dowiedział się o Panu Czyżewskim. Podobnie jak on tworzy jednak na naszym przystanku i w jego otoczeniu różnorakie artystyczne instalacje. Częściowo są one dostosowywane do pór roku, świąt, wydarzeń bieżących itp. Ponieważ nasze osiedle znajduje się w samym środku pól, łąk i lasów a na przeciw przystanku rozciągają się malownicze nieużytki, sąsiad ma dosłownie duże pole do popisu. Poniżej próbki jego twórczości:

Na początku pole na przeciw przystanku. To własnoręcznie wykonane przez niego boisko z fotelem kibica i uroczą owieczką, która ma nawet trawę w pyszczku:

obok znajduje się ten oto kopczyk (też mamy swój kopczyk Kościuszki):


niedaleko można urządzić sobie grilla, czekają nawet wystrugane patyki na kiełbaski:



Rzut okiem na cały teren rekreacyjny będący dziełem jednego człowieka, po lewej uformowany z ziemi stół piknikowy z ławami:


Otoczenie:


Ławki ( na zdjęciu jest jedna, ale w rzeczywistości stoi ich więcej):


 Uformowana z okazji rocznicy Chrztu Polski ryba z okolicznościową wstążką z datą 966:


I rzeczony przystanek: na początku tytułowe serce:

 z tyłu ławka, która, jak widziałam, jest użytkowana przez oczekujących na autobus:


 Przystankowy dąb przez lata (może nie aż 125, ale kto tam wie) rósł bez imienia, ale na szczęście się doczekał:

 I przystankowy budda (po zamachach w Belgii tulił jej flagę, teraz widocznie uznał, że trzeba bardziej zaopiekować się Polską):

 Stolik z ławeczkami zastępuje wiatę, której przez lata nie doczekali się mieszkańcy:

 alejka w pobliżu przystanku, wszystkie ławki są dziełem jednej i tej samej osoby:






 Niektórzy wyrażają zdumienie na widok poniższej kości, ale zapewne i ona ma jakiś sens:

Na koniec dodam, że twórca tych wszystkich dzieł na bieżąco dba o całą roślinność koło przystanku, podlewa, wyrywa chwasty, przycina żywopłot z forsycji itd., a nadto regularnie zimą odśnieża chodnik, latem go zamiata, grabi ziemię i z drabinką podlewa zawieszoną wysoko tuż obok oznaczenia przystanku donicę z pelargoniami. Szacunek!

środa, 27 kwietnia 2016

Przejazdem w Głuchowie - Pałac i Karczma

Jakiś czas temu pomyślałam o tym, że pora na wpis o dobrych restauracjach w Wielkopolsce poza Poznaniem. Póki co trudno mi się do niego zabrać, ale jeśli to już się stanie na pewno na tej liście zagości miejsce odwiedzone przeze mnie w ostatni weekend - Karczma przy Pałacu w Głuchowie.

Głuchowo to wieś położona w powiecie kościańskim, gminie Czempiń, ok. 40 km od Poznania na trasie do Wrocławia. 

O miejscowości po raz poczyniono oficjalną wzmiankę w 1251 r. Była własnością cysterek z podpoznańskich Owińsk i joannitów z Poznania. Potem przechodziła z rąk do rąk a właściwie z rodu na ród (Dłuscy, Zadrowscy, Trąbczyńscy, Boguccy, Kołaczkowscy, Rostworowscy, Gliszczyńscy, Knolle, Jarczewscy) aż w końcu XIX w. dobra kupił Stefan Żółtowski i w rękach tej rodziny pozostawały one do czasów II wojny światowej. 

Tenże Stefan Żółtowski był postacią o tyle w dziejach wsi istotną, że nadał nowy kształt istniejącemu we wsi od końca XVII w. pałacowi. Z parterowej niepozornej rezydencji zrobił wówczas budynek piętrowy z użytkowym poddaszem, bocznymi parterowymi przybudówkami i charakterystycznym czterokolumnowym portykiem z balkonem na wysokości pierwszego piętra zwieńczonym murem attykowym z tablicą z kartuszem herbowym Żółtowskich - Ogończyk. 



Ostatnim właścicielem pałacu z rodu Żółtowskich był Marceli Żółtowski, który walczył we wrześniu 1939 r. na wschodzie i trafił do obozu w Kozielsku. Zginął rozstrzelany w Katyniu 17 kwietnia 1940 r.

W czasie II wojny światowej majątek zajęli Niemcy. Po wojnie utworzono tu miedzy innymi PGR - funkcjonujące, aż do 1993 r. Potem kompleks przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa z Oddziałem w Poznaniu. Był tu także zakład dla ociemniałych, siedziba dyrekcji PGR, przedszkole, ostatnio majątek odkupił właściciel prywatny, nie związany rodzinnie z wcześniejszymi właścicielami. Aktualnie pałac znajduje się w fatalnym stanie, ale stosowne tablice sugerują, że jest w trakcie remontu.



Karczma przy Pałacu w Głuchowie mieści się w starym, zaadaptowanym budynku, wchodzącym w skład zespołu pałacowo-parkowego. 



W środku wita przytulnym wnętrzem wypełnionym zabytkowymi meblami, starymi zabawkami i innymi uroczymi antykami. 





Karta dań nie była ani zbyt krótka ani przeładowana i obejmowała dania raczej dość tradycyjne. Zdecydowaliśmy się na jedną ze specjalności karczmy, czyli babę ziemniaczaną, poza tym na pierogi z dziczyzny z sosem grzybowym i jedno z dań dnia spoza karty: pierś z gęsi z kluseczkami i kapustą. Do tego zamówiliśmy lokalny specjał- sok tłoczony z jabłek. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni z wybranych pozycji. Dodam, że na uwagę zasługują niskie w stosunku do jakości dań ceny, oscylują one koło 20-40 zł, przy czym górna granica dotyczy dań typu gęsina czy policzki wołowe, za które w dobrej restauracji w Poznaniu trzeba zapłacić o wiele więcej. Do Karczmy trafiliśmy z polecenia i uważamy, że rzeczywiście polecenia jest godna. Zatem gorąco zachęcamy do przystanku w Głuchowie!